Histeryczna historia kościoła

     II wiek  – Rzymski filozof Celsus udowadniał, że pisma chrześcijańskie były fałszowane : „przerabiali Pisma Święte z ich pierwotnej postaci i usunęli wszystko, co pozwalało im na odparcie skierowanych przeciwko nim zarzutów”, a ewangelie zostały przerobione.

      III wiek.- aż do tego wieku chrześcijanie nie słyszeli o dziewictwie Maryji, a Ewangelia Mateusza informuje, iż Józef „nie zbliżał się do Maryji, aż porodziła syna”.

      312 r. Po bitwie pod mostem mulwijskim chrześcijaństwo stało się religią państwową Rzymu i kościół katolicki zaczął prześladować i mordować przedstawicieli innych wyznań.

      319 r. Cesarz Konstantyn ustanowił prawo zwalniające kler od płacenia podatków i służby w armii.

      321 r. Cesarz Konstantyn nakazał święcić niedziele zamiast dotychczasowej soboty.

      325 r. Cesarz Konstantyn na soborze nicejskim ustanowił kanon pisma „świętego” i Jezusa nazwał Bogiem, który zastępując nim czczonego Mitrę a narodziny Boga Mitry przypadające na dzień 25 grudnia, stały się datą przyjścia na świat Jezusa w Betlejem.  Wniebowzięcie Mitry w okresie równonocy wiosennej stało się chrześcijańskim świętem Wielkanocy. W Rzymie chrześcijanie przejęli świętą grotę Mitry, czyniąc z niej siedzibę Kościoła katolickiego na Wzgórzach Watykańskich

       330 r. Wprowadzono zwyczaj czczenia zmarłych zwanymi świętymi i ich relikwii

      355 r. Biskupi zostali uwolnieni spod nadzoru sądów świeckich.

      360 r. Wprowadzono zwyczaj czczenia aniołów.

       381r.  Do obowiązującej  „Dwójcy Świętej” cesarz Teodozjusz dołączył na soborze w Konstantynopolu  osobę  ”Ducha Świętego”.

     391 r. W Aleksandrii Chrześcijanie spalili największą na Ziemi bibliotekę, w której przechowywano około 700 000 starożytnych zwojów. Zamknęli starożytne akademie, a nauczanie mogło się odtąd odbywać tylko w murach kościołów.

      431 r. Wyrażenie „Xristo Tokos” – Matka Chrystusa – zostało zastąpione na „Teo Tokos” – Boga Rodzica.

      539 r. Ustanowiono władzę papieży, oraz ofiarę mszy świętej, a na soborze w Macon biskupi zastanawiali się nad tym, czy kobiety mają dusze.

      593 r. Papież Grzegorz I wprowadził wiarę w czyściec, by uzdrowić finanse kurii rzymskiej poprzez sprzedaż odpustów od kar czyśćcowych.

      600 r. Wprowadzono łacinę do liturgii.

      715 r. Wprowadzono modlitwy do Marii Panny oraz świętych.

      726 r. W Rzymie zaczęto czcić obrazy, a kościół z Dziesięciu Boskich Przykazań usunął drugie, które brzmi:  ”Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemia. Nie będziesz się im kłaniał ani służył”.  Otwarło to drogę do handlu obrazami, szkaplerzami, krzyżami, posagami itp. Ponieważ przykazań musiało pozostać dziesięć,  kościół ostatnie przykazanie mówiące o niepożądaniu ani żony, ani osła, ani wolu, podzielił na dwie części, i odtąd katolicy mają też Dziesięć Przykazań, podobnie jak Żydzi.

      783 r. Nastał zwyczaj całowania nóg papieża.

      813 r. Ustanowiono Święto Wniebowzięcia Maryji

      993 r. Papież Leon III zaczął kanonizować zmarłych.

      X  wiek – cała Europa znalazła się pod panowaniem Kościoła, załamała się aktywność na polu medycyny, techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu.

     1015 r. Wprowadzono celibat dla duchownych, aby rozwiązać problem przejmowania spadków przez ich rodziny (wcześniej mieli żony i dzieci).

         1077 r. Papież Grzegorz VII ustanowił „klątwę”

     1095 r. Papież Urban II wezwał rycerzy Europy do zjednoczenia i marszu na Jerozolimę, i zainicjował pierwszą wyprawę krzyżową.  Ogłosił, że „Wyklęty będzie ten, kto powstrzyma swój miecz przed rozlewem krwi”.

     1099 r. Masakra Muzułmanów i Żydów w Jerozolimie. Kronikarz Rajmund pisał: ”Na ulicach leżały sterty głów, rąk i stóp. Jedni zginęli od strzałów lub zrzucono ich z wież; inni torturowani przez kilka dni zostali w końcu żywcem spaleni. To był prawdziwy, zdumiewający wyrok Boga nakazujący, aby miejsce to wypełnione było krwią niewiernych.”

      XII wiek – Uczony i filozof, uznany przez kościoł katolicki za świętego Tomasz z Akwinu ogłosił, że zwierzęta nie mają życia po śmierci, ani wrodzonych praw, a „przez nieodwołalny nakaz Stwórcy ich życie i śmierć należą do nas”.

      1116 r. Sobór Laterański ustanowił spowiedź „na ucho” co pozwala na sprawowanie większej kontroli nad ludźmi

      1140 r. Ułożono i ogłoszono 7 sakramentów świętych.

       1204 r. Zaczęła działać Święta Inkwizycja. Słudzy kościoła zamęczyli i spalili żywcem miliony ludzi. Spalanie ludzi, praktykowane w XX wieku przez nazistów, po raz pierwszy zastosowane było na skalę masową przez chrześcijańską inkwizycję. Majątki „heretyków” przejmowane były przez kościół i inkwizytorów, a inkwizytorzy wybierani byli najczęściej spośród dominikanów i franciszkanów, choć ślubowali życie w ubóstwie. Do dzisiaj Watykan nie dopuszcza nikogo do archiwów dotyczących inkwizycji. ”Encyklopedia katolicka” twierdzi, że inkwizycja „dużo zdziałała dla rozwoju cywilizacji”.

      1208 r. Papież Innocenty III zaoferował każdemu kto chwyci za broń, oprócz boskiego zbawienia, także ziemie i majątek heretyków. Rozpoczęła się Krucjata Albigenska, której celem było wymordowanie Katarów. Szacuje się, że pochłonęła milion istnień ludzkich, i dotknęła większą część populacji południowej Francji. Przeor  dowodzący wojskami krucjaty, gdy mu się skarżono, że trudno jest odróżnić wiernych od heretyków, odpowiedział: „Zabijać wszystkich. Bóg ich odróżni”. Twierdził też, że: „Każdy kto próbuje stworzyć własny wizerunek Boga niezgodny z dogmatem Kościoła musi być bez litości spalony”.

      1229 r. Papież Grzegorz IX zakazał czytania Biblii pod sankcja kar inkwizycyjnych.

    1231 r. Nakaz papieski zalecał palenie heretyków na stosie, by uniknąć rozpryskiwania krwi.

      1252 r. Tortury ustanowione przez  papieża Innocentego IV zostały prawnie dozwolone przez Kościół i obejmowały : łamanie na kole, wieszanie za ręce z ciężarami u nóg, ściskanie czułych części ciała, sadzanie na gorących węglach lub żelazie, wyłamywanie stawów, gotowanie żywcem itp. Była to „ludzka” – jak zapewniał kościół – metoda badań. Na narzędziach tortur umieszczano motto: „Chwała niech będzie panu”…

      1263 r. Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedną postacią.

      1264 r. Ustanowiono uroczystość Bożego Ciała.

    1275 r. Pojawiły się dyskusje na temat płacenia daniny. W odpowiedzi na jedną z nich papież ekskomunikował całą Florencję, a gdy w XIV wieku wybuchła epidemia czarnej śmierci, Kościół obarczył winą żydów, zachęcając chrześcijan do napaści na nich.

      1311 r. Papież Klemens V jako pierwszy ukoronował się potrójną koroną władcy.

      1326 r. Niezgodność przesadnie bogatej organizacji Kościoła z głoszonymi  przez nią ideami Jezusa Chrystusa, doprowadziła do ogłoszenia bulli papieskiej „inter nonnullos”,   w której uważano za herezje twierdzenia, jakoby Jezus i Jego apostołowie posiadali jakieś dobra materialne.

      1378 -1417 r. Doszło do tzw. „Wielkiej Schizmy”. Władza została podzielona między dwóch papieży – jednego urzędującego w Rzymie, drugiego w Avignon. Spory nie dotyczyły religii, lecz polityki i władzy

      1450 -1750 r. To okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zamęczono setki tysięcy kobiet posądzanych o czary. Dzieci można było również oskarżać o czary: dziewczynki po ukończeniu 9,5 lat, chłopców po ukończeniu 10 lat. Młodsze dzieci też torturowano w celu uzyskania zeznań obciążających rodziców. W procesach o czary brane były pod uwagę nawet „zeznania” dwulatków. Tortury obejmowały łamanie kołem, wieszanie za ręce, biczowanie, przypiekanie, gotowanie w oleju, wbijanie kolców w oczy, wyrywanie obcęgami piersi i narządów płciowych.

      1484 r. Papież Innocenty VIII oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez trwający setki lat okres polowań na czarownice. Wiara, że zwierzęta są pośrednikami diabla, doprowadziła do załamania się naturalnej kontroli liczebności populacji gryzoni. Celem ataku gorliwych chrześcijan najczęściej były koty, wilki, węże, lisy, i białe koguty. Ponieważ wiele z tych zwierząt polowało na roznoszące choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogła epidemie.

        1492 r. Gdy Kolumb odkrył Amerykę, Inkwizycja postępowała śladami odkrywców.

     1493 r. Bulla papieska uprawomocniła deklaracje wojny przeciwko narodom w Ameryce Południowej, które odmówiły przyjęcia chrześcijaństwa. Rozpoczęła się kolejna bestialska rzeź w imię Boga. Wbijano ciężarne kobiety na pale, ćwiartowano żywcem indiańskie niemowlęta, przywiązywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem, rozrywano ludzi przy pomocy koni, mordowano, gwałcono, ucinano ręce, nosy, wargi, piersi.  Jezuita Jose de Anchieta, twierdził:”Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje”. Ten barbarzyńca został beatyfikowali w 1980 r. przez papieża, który nazywał go „apostołem Brazylii, wzorem dla całej generacji misjonarzy”. Bandyta w bestialski sposób unicestwiający tysiące ludzkich istnień, uznany został za świętego. Gdy katoliccy „misjonarze” zawitali do Meksyku, żyło tam około 11 milionów Indian, a po stu latach było ich już tylko 1,5 miliona.  Czas pobytu misjonarzy na tamtych ziemiach, papież nazwał  ich zbrodnie przeciwko ludzkości „dziełem ewangelizacji i pokoju”.

      1563 r. Ustalono, ze tradycja Kościoła jest ważniejszym źródłem objawienia od Słowa Bożego.

      1572 r. We Francji 24 sierpnia zamordowano 10 000 protestantów. Papież Grzegorz XIII napisał potem do króla Francji Karola IX: „Cieszymy się razem z tobą, ze z Boską pomocą uwolniłeś świat od tych podłych heretyków”

      1543 r. Kopernik opublikował teorię heliocentryczną, a jego dzieło trafiło na kościelny indeks ksiąg zakazanych i pozostało tam aż do XIX wieku, kiedy kościół uznał, że Ziemia tkwi nieruchomo w centrum Wszechświata.

         1584 r. Giordano Bruno twierdził, że gwiazdy są innymi Słońcami, wokół których mogą krążyć inne planety, a na nich żyć inne istoty. Za swoje poglądy został spalony żywcem na stosie. Egzekucję opóźniono o dwa lata z rozkazu papieża Klemensa VIII, któremu zależało, by stos na Campo dei Fiori stał się jedną z atrakcji dla pielgrzymów.

      1633 r. Galileusz próbował rozpowszechniać teorię heliocentryczną. Został zatrzymany przez Inkwizycję, i pod groźbą tortur zmuszony do odwołania swych poglądów. Inkwizycja skazała go na dożywotni areszt domowy. Poglądy świętego Augustyna odzwierciedlały „naukowe” podejście Kościoła: „Jest to niemożliwe, aby po przeciwnej stronie Ziemi znajdowali się ludzie,  gdyż w Piśmie Świętym nie ma wzmianki o takim rodzie wśród potomków Adama.”

      1854 r. Wprowadzono dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryji Panny.

     1855 r. Kościół sprzeciwił się Konstytucji Stanów Zjednoczonych, głosząc, że „wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga”.

     1870 r. Wprowadzono dogmat o nieomylności papieża.

       Początek XX wieku – Papież Leon XIII udowadniał, że : „Kara śmierci jest niezbędnym i skutecznym środkiem dla osiągnięcia celu Kościoła, gdy buntownicy wystąpią przeciw niemu i narusza jedność duchowa”.

      1917 r. Tortury były prawnie dozwolone przez Kościół od roku 1252, w którym zostały ustanowione przez papieża Innocentego IV, aż do roku 1917, w którym zaczął obowiązywać nowy Codex Juris Canonici.

      1931 r. Papież Pius XI wydał encyklikę „Non abbiamo bisogno”, która mówi o wdzięczności kościoła dla faszyzmu za zlikwidowanie socjalizmu.

      1933 r. Hitler oświadczył, ze w chrześcijaństwie widzi „niezachwiany fundament moralności” dlatego „obowiązkiem naszym jest utrzymanie i rozwijanie przyjaznych stosunków ze Stolicą Apostolską”. W czasie II wojny światowej papież Pius XII przyjmował na codziennych audiencjach niemieckich zbrodniarzy wojennych, i udzielał im błogosławieństwa.

      1950 r. W petycji do Watykanu, katolicy poprosili o dogmat fizycznego wniebowzięcia Maryji, skutkiem czego Watykan uchwalił go (w Ewangeliach nie ma o tym ani słowa).

      1965 r.kościół unieważnił potępienie Galileusza.

      1968 r. Papież Paweł VI ogłosił encyklikę „Humanae vitae”, w której jedynymi środkami regulacji urodzin dopuszczonymi przez kościół są wstrzemięźliwość płciowa i metoda kalendarzyka, a każdy stosunek płciowy powinien mieć na celu poczęcie życia. W tym czasie Watykan czerpał zyski z produktów firmy „Instituto Farmacologico Serono”, która wypuściła na rynek środek antykoncepcyjny o nazwie „Luteolas,” bo miał w niej swoje udziały

      1971 r. FBI wpadła na trop sfałszowanych przez nowojorskich gangsterów papierów wartościowych na sumę 14 milionów dolarów.  Odbiorcą okazał się Bank Watykański. FBI ustaliła, że był to zabieg próbny przed docelową operacją na kwotę 1 miliarda dolarów.

      1977 r. Papież Paweł VI obwieścił, że kobieta ma zakaz wstępu do kapłaństwa, ponieważ „nasz Pan był mężczyzną”.

      1978 r. Papieżem został Albino Luciani, człowiek niezwykle skromny, postępowy i uwielbiany przez masy, którego pontyfikat trwał zaledwie 33 dni.  Zgadzał się na stosowanie środków antykoncepcyjnych, dopuszczał kapłaństwo kobiet, sprzeciwiał się celibatowi, chciał zniszczyć mafijne struktury watykańskich finansów, oczyścić Watykan i Kościół z oszustów, oraz sporządził listę 121 purpuratów watykańskich do natychmiastowego zdymisjonowania. Umarł 28 września tuż przed rozpoczęciem zaplanowanych czystek po „zjedzeniu niestrawnego posiłku”. Nie przeprowadzono sekcji zwłok, a jego testament zginął w tajemniczych okolicznościach.

 16 października 1978 – 2 kwietnia 2005 papieżem był Jan Paweł II - Karol Józef Wojtyła z Wadowic z Polski, uznany po śmierci za świętego

19 kwietnia 2005 – 28 lutego 2013 papieżem był  Benedykt – Joseph Alois Ratzinger  Marktl z Republiki Weimarskiej z Niemiec. Był pierwszym papieżem, który dobrowolnie zrzekł się papieskiego urzędu

13 marca 2013 papieżem został Franciszek – Jorge Mario Bergoglio SJ z  Buenos Aires z Argentyny

Dobra komunikacja jest ważniejsza od zdrowia i pieniędzy

Świadoma oraz dobra komunikacja rozwiązuje większość ludzkich problemów i jest najważniejszą (!) umiejętnością człowieka. Mimo to w szkołach nie ma takiego przedmiotu, choć mało kto potrafi się nią dobrze posługiwać. Nie uczą jej żadne media, choć każdy człowiek z komunikacji korzysta, i od jej jakości zależy jakość jego życia. Dla większości ludzi jest tak nieświadoma, i tak zautomatyzowana, że nie pozwala na dokonywanie zmian nawyków wyuczonych w dzieciństwie. Ludzie, którzy codziennie oglądają telewizję, zobaczą w niej tylko to, co ktoś zechce im pokazać. Tacy ludzie niesłychanie rzadko mają świadomość tego, że są jedynie odtwórcami. Nie czują potrzeby konstruktywnego krytykowania, ani tym bardziej inicjowania działań. Ich świat układa im ktoś inny. Każdego dnia włączają telewizor, i każdego dnia poddają się niewidzialnym manipulacjom. Telewizyjni maniacy niesłychanie rzadko sami coś stworzą, bo ich podświadomość zakłada, że skoro telewizja tak „mówi” to widocznie tak jest. Jeśli  nawet mają internet, to albo nie umieją z niego korzystać, albo nie potrafią eliminować z niego informacji ze źródeł niewiarygodnych.

Dobra komunikacja jest człowiekowi bardziej potrzebna niż zdrowie czy pieniądze, bo bez niej nie uzyska pomocy, gdy jej potrzebuje, choćby miał dużo pieniędzy.

Nikt nie mówi o tym, że to co się mówi, powinno być możliwe do zrealizowania, bo jeśli tak nie będzie, to nie będzie wykonane. Dla przykładu: jeśli ktoś powie: „Zapomnij liczbę 7”, to nie da się tego zrobić, bo taka komenda będzie mieć odwrotny efekt – nie uda się zapamiętać tego co ma się zapomnieć, bo taki komunikat tylko wzmocni informację, którą chciało się zlikwidować.

Nikt nie uczy tego, że powinno się precyzyjnie wyrażać myśli, by mógł zaistnieć oczekiwany rezultat.

Nikt nie mówi tego, że treść wypowiedzi powinna być pozytywna, i nie powinna zawierać słowa NIE, bo mózg nie rozpoznaje zaprzeczeń. Zamiast powiedzieć czego się nie chce, powinno się mówić czego się chce.

Nikt nie mówi o tym, by przekazywać jednoznaczne komunikaty, bo inne są procesy mentalne i emocjonalne każdej osoby, i jest bardzo ryzykowne skazywanie się na czyjąś domyślność – wszak ktoś inny inaczej sobie wyobraża, inaczej odczuwa, inaczej interpretuje, bo korzysta z innych filtrów poznawczych.

Nikt nie uczy tego, że najpierw trzeba siebie zrozumieć, by móc jednoznacznie (!) przekazać co się myśli lub czuje, by to przekazanie było skuteczne.

Nikt nie uczy, że nie powinno się mówić, gdy widzi się osobę płaczącą „Widzę, że jesteś smutny!” gdy widzi się tylko łzy lecące z oczu, bo może ktoś właśnie kroił cebulę ?

Nikt nie uczy też tego, że nie powinno się mówić „Wiem, co za chwilę powiesz!” bo przecież nikt tego nie wie.

Nikt nie uczy również tego, że nie powinno się mówić „To zdjęcie mi mówi, że nie byłeś wtedy szczęśliwy”, bo przecież zdjęcia nie mówią.

Odczytywanie procesów mentalnych jest trudne, a w komunikacji ograniczonej jest niemal niemożliwe, stąd większość komunikacji bywa zniekształcona, czyli odbiór wiadomości jest inny niż intencja, którą kierował się jej autor.

Precyzyjny opis pozwala uniknąć konfliktów, bo traktowanie własnego osądu jako obiektywnego opisu często jest nieprawdą:
– Wyglądasz na zdenerwowanego.
– Nie jestem.
– Jak to nie, przecież widzę!
Należy wszystko tak opisywać, by ktoś inny nie musiał się niczego domyślać.

Nikt nam nie mówi, że nie należy atakować rozmówcy, bo zwykle prowadzi to do włączenia się u niego mechanizmów obronnych.

Powiedzenie partnerowi: „Ty mnie nie kochasz!” skończy się prawdopodobnie zaprzeczeniem („Jak to nie, przecież Cię kocham!”), odwetem („Ciągle się mnie czepiasz!”), lub eskalacją konfliktu („Znowu to samo, ile można wymyślać problemów, których nie ma?”).

Nikt nie mówi nam także tego, że zamiast atakowania korzystniej jest mówić o swoich własnych odczuciach, bo wtedy ma charakter edukacyjny i informacyjny, oraz jest bezpieczne. Zamiast „Ty mnie nie kochasz!” lepiej jest powiedzieć: „Wczoraj, gdy powiedziałeś, że źle wyglądam w tej sukience, poczułam smutek”. Jeśli partner powie, że nie to miał na myśli, należy wyjaśnić: „Rozumiem i cieszę się, że miałeś inne intencje. Jednocześnie ja to w taki sposób zrozumiałam. Czy mógłbyś następnym razem powiedzieć to w inny sposób, na przykład…?”. Takie odezwanie sprawi, że nie będzie konfliktu.

Mówienie o drugim człowieku często uogólnia jednostkowe sytuacje, a poziom oceny – nieważne czy pozytywnej („Jesteś wyjątkowo inteligentny”) czy negatywnej („Jesteś wyjątkowo głupi”) – buduje nieprawdziwy obraz w głowie rozmówcy na jego temat. Nieprawdziwy, bo każdy człowiek miewa momenty, w których zachowuje się wyjątkowo inteligentnie lub wyjątkowo głupio (w zależności od zdania osoby oceniającej, bo nie ma obiektywnych kryteriów inteligencji i głupoty).

Prawidłowo zbudowany słowami obraz buduje pozytywną wartość, a zły komunikat uniemożliwia dokonanie oczekiwanych zmian. Jeśli ktoś jest „głupi” to przecież nic na to nie poradzi, dlatego lepsze jest odnoszenie się do jego zachowań, zamiast do jego osobowości, bo może je zmienić. Zamiast powiedzieć „jesteś głupi” lepiej jest powiedzieć: „Gdy idziesz do klienta, to następnym razem poczytaj więcej na temat tego, czym zajmuje się jego firma”. Zamiast „jesteś mądry” lepiej jest powiedzieć : „Gdy wczoraj wyraziłeś swoją opinię o tym filmie, zainspirowałeś mnie do jego obejrzenia”.

Należy mówić o zachowaniach ludzi, a nie o nich samych. „Kochanie, nie było ładniejszej sukienki?” takie pytanie wcale nie jest pytaniem o dostępność innych sukienek, ale jest negatywnym komentarzem na temat tej jednej sukienki, zaś odpowiedź słowami „A jak myślisz, do jasnej cholery?!” nie ma na celu poznania opinii drugiej strony, lecz wyraża frustrację.

Wypowiedzi, w których wypowiedziana treść różni się od intencji mówiącego, zmniejszają zaufanie, a ponieważ budowanie relacji bez zaufania nie jest możliwe, to im bardziej będziemy się umieli prawidłowo odzywać zachowując zasady społecznej poprawności oraz wrażliwości rozmówcy na informacje zwrotne, tym więcej będzie szczerości, oraz łatwości w pozytywnym przyjęciu komunikatu.

Wniosek ? Zawsze należy / powinno się mówić jednoznacznie to, co chce się komuś przekazać, choć nikt niczego nie musi, bo musi tylko umrzeć.

Komunikacja w życiu każdego człowieka jest ważniejsza niż zdrowie i pieniądze, dlatego każdy powinien się jej nauczyć, by była doskonała, bo tylko optymalna komunikacja może zmienić na lepszą jakość życia emocjonalnego, a dobre emocje są bezcenne w ciężkiej chorobie, czy w biedzie.

Zła komunikacja zawsze powoduje stres i wywołuje negatywne emocje. To co jest oczywiste z powodu złej komunikacji wcale może takim nie być – choć wszyscy o tym wiedzą, że cukier i palenie papierosów szkodzą, to niektórzy ludzie tego nie zmienią. Nadal będą jeść cukier, i palić papierosy. Nie zmienią tego z powodu wyłącznie złej komunikacji między nimi a osobami z ich otoczenia, którzy chcieliby to zmienić.

Aktualny problem cywilizacji czyli islam

Dzisiaj  podstawowym problemem cywilizacji jest ISLAM, o którym różnie się mówi, jednak zarówno prywatne jaki i publiczne dyskutowanie można spowodować utratę nie tylko szacunku, ale nawet życia z rąk religijnych fanatyków. 

Islam coraz częściej poddawany jest historycznemu, politycznemu i społecznemu oglądowi. Według wielu tradycyjna interpretacja islamu jest przeszkodą na drodze ku nowoczesności i demokracji, której notabene nigdy nie było w żadnym muzułmańskim kraju. Świat islamu nie czeka ani na swojego Lutra, ani na swojego Havla. W islamie nie ma jednego ośrodka decyzyjnego na kształt Watykanu i papieża, zatem oczekiwanie na jakiekolwiek zmiany może trwać bez końca. Islam może zmienić tylko rewolucja, bo nie można pogodzić islamu z demokracją, tak jak nie można pogodzić demokracji z faszyzmem czy komunizmem.

Niestety wszystkie kraje muzułmańskie to mniejsze lub większe dyktatury. Nie ma w nich demokracji nawet w codziennym życiu. Tradycyjna wykładnia religii opiera się na odczytach świętych tekstów, i nie zawiera w sobie wartości demokratycznych w rozumieniu zachodnim, i choć miliony muzułmanów pragną demokracji, to kiedy uzmysławiają sobie, że ona daje prawa mniejszościom religijnym, a nawet prawo do seksu, i oznacza brak cenzury obyczajowej, oraz rozdziela religię od państwa, a także daje prawo do głoszenia ateizmu i prawo do bluźnierstwa, wtedy ją odrzucają, pragnąc demokracji islamskiej, która de facto nie istnieje.

Dla bogobojnych muzułmanów najważniejsza  jest taqwa, czyli bojaźń Boża, co oznacza podporządkowanie dogmatom, prawom i obowiązkom religijnym niepodlegającym dyskusji, a przez innych jest „magicznym myśleniem”, które od setek lat pogrąża świat islamski w coraz większej biedzie i zacofaniu. Niestety tych pierwszych wciąż jest coraz więcej.     W islamie dominuje strach przed karą boską na tym świecie, a przede wszystkim przed karą po śmierci.

Myślenie i działanie milionów wyznawców islamu determinuje strach. O taqwie mówi się w świecie islamskim czasem jawnie i publicznie, lecz to jak się o niej mówi, zależy od państwa i środowiska, a to zależy od edukacji, której właściwie brak, bo jak podała w 2015 r. International Islamic News Agency, 37 proc. muzułmanów to analfabeci. Łączna liczba książek przetłumaczonych na arabski przez ostatnie tysiąc lat jest niższa od przekładów na hiszpański w Hiszpanii w ciągu jednego roku. Skala problemu jest zatem ogromna, choć cywilizacja islamu w średniowieczu promieniowała nauką i wiedzą na cały ówczesny świat. Zacofanie intelektualne przekłada się na zanik krytycznego myślenia, fermentu twórczego, panoszą się żądania roszczeniowe i fatalistyczne myślenie. Choć o potrzebie edukacji mówi się w krajach muzułmańskich sporo, to jednak mało się w tym kierunku robi, bo zacofanie mas jest na rękę zarówno autorytarnym sekularnym despotom (notabene często popieranym przez Zachód), jak i islamskim fundamentalistom, którzy ze zrozumiałych względów niechętnie widzą obywateli dyskutujących o wszystkim ze wszystkimi na każdy temat, nawet o tym, czy Bóg istnieje, albo – jeszcze gorzej – o mrocznym przedmiocie pożądania, którym jest seks. Opresyjność wobec kobiet sięga początków islamu z powodu dogmatu posiadania przez kobietę „magicznej mocy”. I choć nie jest to cecha tylko islamu, lecz każdego społeczeństwa opartego na tradycjonalizmie, religijnej wspólnocie, a przede wszystkim na patriarchacie, to dogmaty i kanony islamu są bezdyskusyjne. Zakazują na przykład jakichkolwiek pozamałżeńskich relacji seksualnych. Ich złamanie powoduje u łamiących je poczucie winy oraz strachu przed wspólnotą, a przede wszystkim przed wszystkowidzącym Bogiem. Zachodni modernizm promujący wolność w dziedzinie seksualnej wywołuje frustracje, ekscytacje, fascynacje, zazdrość i wściekłość a walka z seksualnością  stała się priorytetem islamskich fundamentalistów. Każą swoim  wyznawcom czuć na karkach oddech bezbożnej nowoczesności, oddech wolności, i nie dopuszczają do odczuwania zmysłowego oddechu niezakrytej żadną zasłoną kobiety…

Podsumowując: świat islamu to zaklęty w religii patriarchalny tradycjonalizm, który w starciu z galopującą nowoczesnością wprowadzającą zmiany obyczajowe, innowacje myślowe oraz szeroko rozumianą wolność, przegrywa, bo miliony muzułmanów pragną demokracji, choć się jej boją. W czasach globalnego internetu napór modernizmu na tradycjonalizm jest niezwykle szybki, dla wielu (nie tylko w świecie islamu) zbyt szybki, co rodzi paniczny strach przed „odczarowaniem” świata niezmiennego od setek lat, i lęk przed „utratą” (?!) Boga.

Około 85 proc. wyznawców islamu to sunnici, reszta do szyici. Różnice między nimi nie są jednak natury teologicznej czy dogmatycznej, lecz politycznej i prawnej. Ukształtowały się w wyniku walk politycznych, bo oskarżali się wzajemnie o herezję i niewierność zasadom islamu. Spośród nurtów sunnickich najbardziej otwarta jest szkoła hanaficka, popularna m.in. w Turcji, na Bałkanach, w Afganistanie i Pakistanie. Na drugim krańcu jest popularna w krajach Zatoki Perskiej konserwatywna szkoła hanbalicka, z której wywodzi się wahhabizm – od nazwiska Muhammada ibn Abd al-Wahhaba (1703-87), który dążył do oczyszczenia islamu z wszelkich herezji, np. kultu grobów i świętych, i przywrócenia mu prawdziwie monoteistycznego charakteru. Wahhabici głoszą też konieczność dżihadu przeciw tym, którzy bezczeszczą islam (skierowanego głównie przeciw innym muzułmanom). Pokrewny wahhabizmowi jest salafizmpostulujący odrodzenie islamu przez powrót do jego pierwotnych źródeł. Z salafizmu czerpie współczesny fundamentalizm islamski, również w najbardziej wynaturzonej formie – ISIS, Al-Kaida.

Zdarzają się też nurty ponad podziałami, jak marginalny sufizm, zwany też mistycyzmem muzułmańskim, który rozwijał się zarówno wśród szyitów, jak i sunnitów. Jego cechą charakterystyczną jest obojętność wobec rytualnych nakazów islamu; z sufizmu wywodzą się asceci zwani fakirami lub derwiszami.

Współczesnymi islamskimi autorytetami są:

Fethullah Gülen – turecki teolog i filozof, reprezentant sufizmu mieszka w USA, ma wpływy głównie w Turcji, ale jego idee przenikają na cały świat za sprawą szkół prowadzonych w 140 krajach przez ruch Hizmet. Gülen głosi pochwałę dialogu międzykulturowego, tolerancji i otwartości, namawia do działalności charytatywnej, ale jest też silnie zaangażowany w politykę. O Hizmecie się mówi, że to potajemna grupa wpływu – jego członkowie obsadzili wiele stanowisk w tureckiej administracji i armii, dopóki nie wydał im wojny prezydent Recep Tayyip Erdogan. Oskarżył Gülena o kierowanie ubiegłorocznym puczem. Duchowny zaprzecza, by miał coś wspólnego z próbą zamachu.

Muhammad Junus – bangladeski ekonomista, laureat pokojowego Nobla z 2006 r. Zasłynął jako założyciel Grameen Banku udzielającego mieszkańcom Bangladeszu, głównie wiejskim kobietom, niewielkich pożyczek na rozkręcenie drobnej przedsiębiorczości. Sukces Grameen Banku zainspirował podobne przedsięwzięcia w wielu krajach.

Jusef al-Karadawi – egipski teolog zamieszkały w Katarze. Autor 120 książek religijnych. W telewizji Al-Dżazira prowadzi program „Szariat i życie” oglądany przez 60 mln widzów. Zaliczano go do duchowych przywódców Bractwa Muzułmańskiego, mimo że odmawiał przyjęcia oficjalnej funkcji w tej organizacji. Podczas arabskiej wiosny wrócił do Egiptu, domagał się uwolnienia więźniów politycznych, zalecał zgodę z chrześcijanami i… zabicie Muammara Kaddafiego.

Ali Chamenei – najwyższy przywódca Iranu, przewodzi także ultrakonserwatystom we władzach Iranu, jednak tak umiejętnie rozdaje karty, by żadna frakcja nie zdobyła pełni władzy. Przykładem było porozumienie ze światowymi potęgami o zawieszeniu programu nuklearnego w zamian za zniesienie sankcji: Chamenei deklarował, że jest mu przeciwny, ale pozwolił je podpisać umiarkowanemu rządowi.

Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz al-Saud – 31-letni syn króla Arabii Saudyjskiej Salmana, to minister obrony i wicepremier. To o wywiad z Muhammadem zabiegają zagraniczne media, bo wydaje się, że to on ma najwięcej do powiedzenia w kwestiach strategii wojen prowadzonych przez Rijad na cudzym terytorium (w Jemenie i Syrii) oraz reform gospodarczych. Obserwatorzy przypisują mu odpowiedzialność za zaostrzenie się animozji z szyitami i patronującym im Iranem.

Recep Tayyip Erdogan – prezydent Turcji, rządzi krajem (najpierw jako premier) nieprzerwanie od 2003 r. Ubiegłoroczny nieudany pucz otworzył mu drogę do zlikwidowania opozycji, zmiany konstytucji i wzięcia całej władzy. Niemniej Turcja pod jego rządami raczej zyskała na globalnym znaczeniu, choć wyraźnie osłabła jej więź z Zachodem. Erdogan jest na dobrej drodze do realizacji swojego marzenia: odbudowy imperium osmańskiego jako strefy wpływów w krajach ościennych.

Baszar al-Asad – prezydent Syrii jest osią największego współczesnego konfliktu światowego. Stoi na czele świeckiej partii Baas, jest alawitą (odłam szyizmu) – w Syrii to mniejszość rządząca (do wybuchu arabskiej wiosny) coraz mniej zadowoloną sunnicką większością. Naczelnym celem rewolucji w Syrii było obalenie Asada. Gdyby zgodził się odejść, wojna mogłaby się już dawno zakończyć. Choć wróżono mu rychły koniec, przetrwał z pomocą Iranu i Rosji, a dziś wygrywa wojnę, choć zapewne nie odzyska władzy nad całym terytorium. Baszar al-Asad: „Odbicie Palmiry to sukces strategii walki z terroryzmem”

Orhan Pamuk – autor wielkich powieści, m.in. „Stambuł. Wspomnienia i miasto”, „Muzeum niewinności”, „Nazywam się Czerwień”. W 2006 r. jako pierwszy Turek otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Demokrata, liberał, zwolennik równouprawnienia kobiet, krytyk zamordyzmu Erdogana. Znienawidzony przez nacjonalistów oraz islamistów; wytoczono mu proces za to, że w wywiadzie wspomniał, iż w Turcji zabito milion Ormian i 30 tys. Kurdów.

Dżafar Panahi – irański reżyser od 2010 r. objęty zakazem filmowania i publikowania, skazany na więzienie za „obrazę republiki islamskiej”, zwolniony na skutek protestów ludzi kina i interwencji prawników. Laureat Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie za film „Na spalonym” – o irańskich dziewczętach, które przebierają się w męskie stroje, żeby móc oglądać mecz na stadionie. Ostatnio dostał Złotego Niedźwiedzia za „Taxi”, paradokumentalną nowelę z życia mieszkańców Teheranu.

Fairuz – libańska pieśniarka, niezmiennie najpopularniejsza postać arabskiej sceny muzycznej. Urodziła się w 1934 r. w chrześcijańskiej rodzinie. W latach 70. śpiewała ody do niezależności i zjednoczenia Libanu, jednak zdołała uniknąć jednostronnego zaangażowania politycznego.

Fatou Bensouda – naczelna prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego, wcześniej minister sprawiedliwości i prokurator generalny Gambii. Powierzenie jej kluczowego stanowiska w MTK w jakiejś mierze było odpowiedzią na krytykę ze strony państw afrykańskich – że Trybunał sądzi wyłącznie osoby z tego kontynentu. Bensouda próbuje to zmienić – otworzyła wstępne dochodzenie w sprawie zbrodni na terytoriach palestyńskich, zapowiedziała też rozpoczęcie śledztwa w sprawie Afganistanu.

Malala Jousafzai – Pakistanka, najmłodsza laureatka Pokojowej Nagrody Nobla. W wieku 11 lat zaczęła prowadzić bloga, w którym opowiadała się za prawem kobiet do edukacji, wolności i decydowania o własnym losie. Jako 15-latka została za to zaatakowana przez talibów. Przeżyła postrzały w głowę i szyję, a po intensywnym leczeniu w Anglii kontynuuje swoją misję – „by każde dziecko na świecie mogło się uczyć”. Ostatnio zaapelowała do Donalda Trumpa, by nie zamykał drzwi przed poszkodowanymi przez wojnę dziećmi i rodzinami.

Szejk Hasina Wajed – aktualnie jedyna muzułmanka stojąca na czele państwa, za to aż 160-milionowego Bangladeszu. Od ćwierć wieku polityka toczy się tam w rytm bezpardonowej rywalizacji między dwiema paniami, Szejk Hasiną i (obecnie liderką opozycji) Begum Chaledą Zia. Dla praw kobiet nic z tego nie wynika, obie polityczki znalazły się na szczycie jako spadkobierczynie przywódców-mężczyzn.

Sri Mulyani Indrawati – w latach 2010-16 dyrektor zarządzająca Banku Światowego, obecnie   z powrotem na stanowisku ministra finansów Indonezji, największego muzułmańskiego państwa. „Forbes” umieścił ją na 37. miejscu listy najbardziej wpływowych kobiet świata.

Moje noworoczne postanowienia

W dniu 28 urodzin swojego syna wpadłam na pomysł, by wydać na CD swoje wiersze pod tytułem  „Nie tylko erotyki” które odczytam na tle linii melodycznej własnego autorstwa wykonanej przez siebie na swoim pianinie. Póki nie wiem jak się do tego zabrać, postanowiłam, że w tym roku  przestanę:

  • szukać szczęścia tam gdzie go na pewno nie znajdę  - nowe lokum nie da mi poczucia bezpieczeństwa, nowy samochód nie doda mi prestiżu, nowa ilość moich kilogramów (chcę być ciut lżejsza) nie sprawi, że stanę się osiedlową pięknością
  • myśleć bardziej o innych niż o sobie – nie będę się zastanawiać nad tym czy moje dorosłe dzieci są szczęśliwe; jakie są aktualne problemy moich rodziców
  • martwić się, że ciągle coś mnie rozprasza w dopisywaniu kolejnych stron do książki „Niby nic”
  • smucić się, gdy mi coś nie wyjdzie, bo Edison popełnił ponad 1000 błędów zanim odkrył żarówkę, i jak sam powiedział, właśnie dzięki nim to zrobił. Za pierwszym razem bowiem rzadko coś się udaje, a błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią
  • karać siebie za błędy – gdy uderzę się w czoło, to nie wróci mi jasność myślenia, a jak się wyzwę od idiotów, to nie wprawię się w lepszy nastrój, a wypominanie sobie błędów nauczy mój mózg złych wzorców podstępowania. Gdy się pomylę to po prostu zadam sobie pytanie, czego ta pomyłka miała mnie nauczyć, bym jej znowu nie popełniła
  • zastanawiać się nad tym, czy inni zaakceptują moje życiowe wybory, lub czy  dostanę za swój post na Facebooku za mało lajków, bo zmieniając się tak jak tego chcą inni, zdradziłabym samą siebie
  • udawać, że coś czuję inaczej niż „powinnam” – gdy na przykład usłyszę dowcip, który mnie rozbawi, to nie zakryję sobie ust, bo nie wypada się głośno śmiać, a gdy osiągnę sukces, to nie będę go deprecjonować, by nie wyjść na chwalipiętę
  • ograniczać siebie poziomem innych, jeśli chcę – a tego chcę – współtworzyć otaczającą mnie rzeczywistość, bo gdy Howard Schultz przekonywał Amerykanów do kawy cappuccino, to pukano się w głowę, a wielki Einstein powiedział, że gdy wszyscy uważają, że coś jest niemożliwe do wykonana, to wtedy robi to ktoś, kto    tego nie wie
  • czekać na to, że samo coś się zmieni, albo, że ktoś kto mnie skrzywdził przeprosi mnie za to, albo na to, że moje problemy same się rozwiążą, a praca sama się znajdzie.  Żydzi w  kabale radzą, by być przyczyną powstawania zjawisk, zamiast ich skutkiem, i mają rację!
  • żyć przeszłością, bo nie mogę jej zmienić, za to mogę mieć wpływ na przyszłość po zaakceptowaniu tego co było, wybaczeniu, i wyciągnięciu wniosków. Nie będę nawet gdybać „co by było, gdyby…”
  • liczyć na to, że będzie łatwo, bo bez konfliktów nie rozwinie się żaden związek, bez lęku nie zbuduje się odwagi, bez wrogów nie nauczy się tolerancji, a bez cierpienia nie można pogłębić wrażliwości. Beztroskie życie to niestety powierzchowne relacje, unikanie problemów, albo ich zamiatanie pod dywan. Tylko trudności uczą żeglarza pływać na spokojnym morzu
  • spędzać czas z niewłaściwymi osobami – nikomu nie będę się podlizywać, ani spełniać czyichś zachcianek, bo zabierają moją energię. Będę spędzać czas z tymi, przy których ewoluuję, bo jestem wyjątkiem, a nie pieniądzem, który każdemu się podoba
  • niszczyć krytyką kogoś tylko po to, by mu pokazać, że jestem od niego mądrzejsza. Nie będę gburem, ani nie ucieknę w alkohol, papierosy, czy słodycze
  • uciekać od trudności – nie będę w grupie ludzi, którzy oglądają reality shows, bo nie wiedzą, czym wypełnić swoje życie. Teraz królują media społecznościowe, wszyscy obsesyjnie używają telefonu komórkowego, a dobre jedzenie rekompensuje niepowodzenia. Skoro nie można uniknąć problemów, złych emocji i własnych braków, to ja będę się ze swoimi tak konfrontować, by stały się dla mnie konstruktywne
  • porównywać się do innych, bo jest ktoś jest mądrzejszy, komuś się udało, a ktoś inny ma ładniejsze ciało. Nie będę oceniać siebie przez pryzmat innych. Będę za to każdego dnia pytać siebie, czy dzisiaj byłam lepsza od siebie z wczoraj, bo przecież nikt nie może być bardziej kompetentny ode mnie w byciu mną
  • mówić innym to, co chcą usłyszeć – nie będę komplementować ani czyjegoś ubioru ,jeśli mi się nie spodoba, ani mężczyzny, który żyje w błogim przekonaniu, że jest mistrzem ars amandi, jeśli nim nie jest. Krytyka mędrca jest bowiem lepsza od pochwał głupca, a bycie klakierem nie pomoże nikomu, bo żaden człowiek bez prawdziwego feedbacku (ang.: sprzężenie zwrotne) nie jest w stanie się zmienić
  • pokazywać kogoś innego, niż jestem – nie będę pracować tam, gdzie musiałabym zrezygnować ze swoich przekonań, nie pójdę na koncert muzyki, której nie cierpię, nie zwiążę się z partnerem, którego nie będę kochać, nie będę mówić tego czego nie czuję, ani robić rzeczy zbędnych
  • żyć pomysłami innych na moje życie, bo nikt poza mną nie zrealizuje moich pomysłów, i nikt nie jest bardziej kompetentny ode mnie w decydowaniu, jak powinnam żyć
  • ignorować małe rzeczy, bo jeden krótki SMS może zmienić komuś dzień na  lepszy, mały prezent może dać wiele radości, a jedno dobre słowo dać radość i nic nie kosztuje
  • wyolbrzymiać i ignorować – gdy samolot wpada w turbulencje, to pasażerowie łapią za fotele rękoma, choć tym ruchem jej nie zatrzymają. Ktoś kto codziennie pije kieliszek wódki mówi, że w każdej chwili może przestać to robić, choć to nieprawda. Będę opierać swoje osądy na faktach, i zachowam proporcje, by moje oceny były odpowiednie
  • odkładać rzeczy na później – bo wiem, że nie przeczytam odłożonych na półkę książek, ani nie nauczę się kolejnego języka,  bo prokrastynacja (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka – patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później) mnie nie dotyczy
  • użalać się nad sobą, bo choć sporo w życiu przeszłam i  wycierpiałam, to mogę zmienić tylko swoje zachowanie. Nie odegram także roli ofiary, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi
  • pozwalać innym wchodzić sobie na głowę – nie wykonam za kogoś tego, co sam mógłby zrobić, gdyby tylko zechciał, bo nauczyłam się mówić „NIE”  tak samo jak mówić „TAK”, bo tylko wtedy można wyznaczać prawidłowe granice współistnienia
  • marudzić, bo każdy woli przebywać w towarzystwie osób wesołych, optymizm daje zdrowie, zaś pesymizm jest źródłem chorób
  • kontrolować świata, bo ani nikt nie zmieni się tak jak ja tego chcę, ani kierowcy w moim mieście nie zaczną jeździć lepiej niż jeżdżą. Skoro wiem, że nikt nie lubi się zmieniać pod czyjeś dyktando, a kontrolowanie rodzi negatywne emocje, będę kontrolować tylko to, na co mam wpływ
  • skrobać lód z szyb samochodu od dnia w którym kupię sobie NANOPOWŁOKĘ
  • martwić się tym, że ktoś kogo kocham mieszka 120 km ode mnie, że moja mamusia ma depresję, i tym, że zamiast pracy i pieniędzy mam głupie pomysły, bo to by mnie zniszczyło
  • zastanawiać się jakie problemy spotkam w tym roku  na swojej drodze do mety życia, bo skoro codziennie sobie włączam boski GPS, to wszystko co się w 2018 roku wydarzy na pewno będzie dla mnie optymalne

Thumbs-Up-Smiley-Face

Jak przetrwać na planecie Złudzeń

Warzywa są coraz droższe, choć jeszcze kilka lat temu ziemniaki, stanowiły absolutne zabezpieczenie przed głodem, i kosztowały grosze. Każdy wiedział, że posiadając ziemniaki, wyżywi się prawie za darmo. Standard wyżywienia się podwyższał, jeśli ktoś miał jeszcze cebulę, marchew, pora, kapustę czy fasolę. Biedni ludzie nie przez przypadek kiedyś jedli kapuśniak i fasolę – to co jest najcenniejsze. Ziemniaki mają bowiem więcej witaminy C niż jabłka i dynie, tyle samo co cukinie, a pięć razy mniej kalorii niż makarony i kasze.

Stowarzyszenie Familles Rurales podaje, że „w ciągu 10 lat ceny owoców wzrosły o 24,9%, zaś ceny warzyw o 15%, podczas gdy równocześnie poziom inflacji (tzn. ogólna podwyżka cen, bez względu na towary) wyniósł 11,5%”. To straszne kłamstwo. Ceny wzrosły czterokrotnie, sześciokrotnie, a czasem nawet dziesięciokrotnie.

Przez wzrost cen owoców i warzyw nasze przyzwyczajenia nabywcze albo już się zmieniły, albo wkrótce się zmienią, i to na gorsze – ze względu na zasobność naszych portfeli.

Coraz bardziej dostrzegam korzyści płynące z własnej uprawy warzyw. Uprawa własnego ogródka to teraz już nie moda na warzywnik ekologiczny, lecz konieczność. Ta „moda” stała się początkiem powrotu do normalności. Powrotu niezbyt radosnego, bo wciąż nie chcemy uwierzyć w to, ze w dalszej perspektywie jedynie najbardziej przewidujący, znajdą na swoim talerzu warzywa dobrej jakości.

Źle mi się robi, gdy o tym myślę i piszę, ale niestety taka już jest dzisiejsza rzeczywistość. Naszą czujność usypiają bajki, w których jakiś mniej lub bardziej magiczny „wzrost” sprawia, że wierzymy w to, że wszystko idzie ku lepszemu. Zdaję sobie sprawę z tego, że mówiąc to ryzykuję, a nawet wystawiam się na pośmiewisko. Niestety dziesiątki lat marnotrawstwa, oraz złych decyzji gospodarczych, ekologicznych i finansowych, przyniosły katastrofalne skutki. Nie możemy jednak wciąż faktom zaprzeczać i żyć w kłamstwie. Przyroda nie będzie nas dalej hojnie zaopatrywać, jeśli nie zapewnimy jej solidnych fundamentów, i będziemy ją zmuszać do  zmian, których Stwórca nie przewidział.

W marketach na działach rybnych ceny tak poszły w górę, że większość klientów  nawet już do nich nie podjeżdża wózkami. Teraz przyszła kolej na owoce i warzywa – mają coraz wyższe ceny. Mimo, że ceny są coraz wyższe nie są smaczne. Są tylko ładne.

Ja nie muszę dbać o dobre warzywa, bo zapewniają mi je Rodzice uprawiający własną działkę. Jednak ci, którzy nie mają skąd brać warzyw nie modyfikowanych – ślicznych, lecz tak twardych, że trudno je nawet obrać czy pokroić – powinni na wiosnę na swoim balkonie stworzyć ogródek warzywny w doniczkach, lub w skrzynkach. Radzę to zrobić, mimo, że jestem absolutnym rolnym imbecylem, i tylko domyślam się, że nie jest łatwo hodować warzywa, bo problemem są pewnie nie tylko chwasty, ale choroby, owady, brak lub nadmiar wody, światła czy ciepła.

Jednak jeśli ktoś chce przetrwać na tej Planecie Złudzeń, powinien ten aspekt życia naprawdę bardzo poważnie rozważyć.

Zły system

W Internecie zobaczyłam informację pt. „Biedny samotny członek kontra system” –


http://www.interwencja.polsatnews.pl/Interwencja__Oficjalna_Strona_Internetowa_Programu_INTERWENCJA,5781/Archiwum,5794/News,6271/index.html#1538238

Choć zamiast słowa „członek” powinno być  napisane „człowiek”, to zgadzam się, że system pozbawia człowieka człowieczeństwa, bo staje się  zaledwie jednostką prawną. Martwi mnie fakt, że niewielu ludzi rozumie co to jest system. Zazwyczaj sądzą,  że są to politycy i  urzędnicy. A System to także media, banki, sądownictwo, kościół, szkoły, przedszkola, biznes, czyli wszystkie instytucje. Wszystko. Wszyscy współtworzymy system, i wszyscy jesteśmy za niego odpowiedzialni w większym lub mniejszym stopniu. Bardziej wpływowi w większym, mniej wpływowi w mniejszym. To my  podejmujemy decyzję na kogo zagłosować, kogo wesprzeć, czy komu wrzucić na tacę albo do puszki…

O tym jaki jest SYSTEM mówią dane dostarczane co roku przez międzynarodową organizację Oxfam. W tym roku podała, że zaledwie 8 najbogatszych osób na świecie posiada tyle samo majątku co połowa ludzkości, a 1% najbogatszych ludzi na świecie posiada większy majątek niż pozostałe 99%.

Ludzie umierają z głodu, z braku wody pitnej i podstawowych środków do życia, podczas gdy mocarstwa wydają miliardy na „wojny o pokój”, na wprowadzanie „demokracji”, czyli obalanie „dyktatorów”, których wcześniej sami umieścili za sterami władzy; a w kasie Banku Watykańskiego zalegają miliardy, czy raczej biliony euro (oczywiście nikt nie może się dowiedzieć  ile ich tam jest). System w którym ludzie umierają z głodu i zimna jest zły, podczas, gdy „dobry”  kościół zbiera na tace od biedniejszych od siebie i wzbogaca Watykan, który jest drugim po skarbie państwa największym posiadaczem nieruchomości, i ma swój ogromny i haniebny udział w takim a nie innym funkcjonowaniu istniejącego systemu. Systemu, w którym ludzie cierpią i umierają z ubóstwa. Systemu, który wysysa z ludzi pieniądze, których ludziom brakuje, mimo, że nie powinno tak być …

 

CUDNY ZWYCZAJ

Na Ziemi żyją źli, oraz dobrzy ludzie. To jakimi się staną jako dorośli, zależy od środowiska w jakim dorastają. Na Facebooku wyczytałam, że w Afryce żyje plemię, w którym za datę narodzin dziecka uznaje się dzień, w którym jego matka decyduje się na posiadanie dziecka (bezskutecznie jednak szukałam źródła tej cudnej informacji). Kiedy kobieta podejmuje taką decyzję, wtedy siada pod jakimś drzewem, i wsłuchuje się w ciszę tak długo, aż usłyszy pieśń dziecka, które chce przyjść na świat. Wtedy idzie do mężczyzny, który ma być ojcem dziecka, i uczy go tej pieśni. Gdy się kochają się, śpiewają podczas aktu tę pieśń, i przywołują dziecko prosząc je, by się poczęło. Gdy kobieta chodzi w ciąży uczy tej pieśni kobiety z plemienia, które potem są akuszerkami, oraz kobiety starsze. Gdy dziecko się rodzi, wtedy kobiety śpiewają tę pieśń na powitanie. Gdy dziecko dorasta współplemieńcy uczą się jego pieśni. Gdy dziecko upadnie, uderzy się lub skaleczy – znajdująca się najbliżej dziecka osoba dorosła podnosi je, i śpiewa mu jego pieśń. Jeśli dziecko zrobi coś dobrego, godnego pochwały – współplemieńcy w dowód szacunku śpiewają mu jego pieśń. Gdy dziecko osiągnie dojrzałość i już jako dorosły członek plemienia zrobi coś, co narusza normy współżycia społecznego, wówczas zostaje otoczone przez pozostałych członków plemienia, i całe plemię śpiewa mu jego piosenkę. Ludzie z tego plemienia uważają, że zło zniszczyć może tylko miłość. Wierzą, że człowiek słysząc swoją pieśń traci ochotę do czynienia zła. Gdy nadchodzi jego godzina śmierci, wówczas zbiera się całe plemię, i śpiewa mu jego pieśń po raz ostatni…

Czwartkowa głupawka

Wczoraj dobre emocje miały dla na mnie i mojej Mamusi niedobry wpływ. Zaczęło się od tego, że Mamusia pokazała mi siedem par spodni, które chciała dać  gospodyni domu, która nas zaprosiła na jutrzejszą Wigilię. Ponieważ pudło było nieładne, dlatego postanowiłam, że zajmę się jego dekoracją, bo powinno jutro wyglądać tak jak inne wigilijne prezenty. Wymagało to jednak przeniesienia pudła do mojego auta, co Tatuś uczynił. Potem pojechałam wraz z Mamusią do „mojego” mieszkania. Wysiadłyśmy z samochodu i usiłowałyśmy przenieść je z samochodu pod blok, a potem na I piętro do mieszkania. Każda z nas miała w swoich rękach jeszcze torebkę, i dwie torby. Decyzja o przeniesieniu w rękach starych i słabych kobiet objuczonych innymi manelami dodatkowego rekwizytu o sporych gabarytach oraz sporym ciężarze, uruchomiła cały łańcuch naszej hałaśliwej czwartkowej radości.

Od chwili opuszczenia samochodu, aż do chwili, gdy owo nieszczęsne pudło znalazło się na „mojej” podłodze było przyczyną najpierw niewielkiego chichotu, a potem coraz większych salw śmiechu. Początkowo setnie bawiło nas tylko to, że w owym pudle znajdowały się wyłącznie spodnie, bo mając zdecydowanie większą niż inni wyobraźnię, wyobrażałyśmy sobie jak wielkie będzie zdziwienie obdarowanej jego zawartością.

W czasie bardzo wielu podejmowanych prób wspólnego doniesienia go do domu, bezczelne pudło co kilka metrów wyślizgiwało się nam z rąk, po każdym upadku odnosząc kolejne obrażenia, pogarszając tym także stan swojego wyglądu, i niestety także swojej szczelności. My jednak z uporem godnym kobiet z naszego rodu za każdym razem podnosiłyśmy je, i nadal dzielnie je taszcząc usiłowałyśmy pokonać kolejny metr schodów. Wchodzenie na pierwsze piętro (dobrze, że nie na wyższe) okazywało się jednak coraz bardziej karkołomne, bo miałyśmy okresowe ataki głupawki dużo rzadziej niż co metr. Gdy w końcu pudło zaległo na podłodze w przedpokoju, to cisza jednak nie zaległa. Tak rżałyśmy ze śmiechu, że niemal tarzałyśmy się po podłodze – znacznie dłużej, niż gotuje się jajko na miękko. Każda z nas bała się spojrzeć na drugą, by salwy śmiechu znów nie powróciły, i nie spowodowały kolejnej awarii naszych systemów nerwowych niestety już nie kompatybilnych  z systemami moczowymi…

I choć przygotowanie jedzenia na święta niektórzy uważają za czynność arcy ważną, to dla mnie ważniejsze od czegokolwiek będą zawsze dobre emocje …

 prezenty wigilijne

Dokuczliwy minus

Każdy człowiek jest inny, i to jest cudowne. Idąc przez życie każdego dnia obserwuję bardzo różne ludzkie oblicza i charaktery. Ja także jestem wyjątkowa, i niepowtarzalna czyli unikalna. Postrzegam siebie jako siedlisko zalet, i zaledwie kilku wad, z których największą jest to,  że nie potrafię przebywać tam, gdzie jest nadmiar rzeczy. Taki widok straaasznie mnie męczy. Także wtedy, gdy widzę nawet malusi bałagan, albo brud. Wywołują u mnie niemal fizyczny ból, i spory lęk, który wzrasta aż do czasu, gdy znajdę się w miejscu w którym ich nie ma. Gdy staje się gigantyczny, wtedy mnie niemal obezwładnia. Stopniowo i niezauważalnie paraliżuje niemal wszystkie moje funkcje życiowe. Choć zapewne taka reakcja organizmu nie jest normalna, to nie zamierzam z tym problemem pójść do lekarza (psychiatry?) bo nie jest to perfekcjonizm, skoro nie mam tendencji do wyznaczania sobie lub inym nierealistycznie wysokich standardów funkcjonowania, umiem zaakceptować czyjeś błędy czy niedoskonałości, i nie mam obsesji dążenia do ideału. Domyślam się jednak, że choć reakcja mojego organizmu nie jest normalna, to nie ma na nią przyporządkowanej jednostki chorobowej. Domyślam się także, że lekarz nafaszerowałby mnie lekami.

Po prostu muszę się pilnować, by nie przebywać zbyt długo tam, gdzie tak jest. Rzadko decyduję się na spotkanie nawet u kogoś u kogo jest czysto, i nie ma brudu, lecz przestrzeń w której przebywa jest wręcz zawalona przydasiami. Jeśli tylko mogę, to unikam spotkań w takich miejscach proponując miejsce naszego spotkania gdzie indziej, najlepiej u siebie. Każdy człowiek jest inny, i każdy ma inne plusy i minusy. Mój minus jest przeogromny, i choć jest zupełnie niewidoczny, to niestety bywa baaardzo dokuczliwy  …

placzące serce

Sposoby na nocne chrapanie

Wiadomo, że chrapanie powstaje w wyniku utrudnionego przepływu powietrza przez gardło, i choć nie jest chorobą, to jest plagą cywilizacyjną. Bardzo niebezpieczne są patologie chrapania, gdy powstają tzw. bezdechy występujące u osób z nieprawidłowościami w budowie górnych dróg oddechowych, gdy mają np. powiększone migdały lub skrzywioną przegrodę nosową. Byłam jednak u laryngologa, i ten nie stwierdził u mnie żadnych nieprawidłowości anatomicznych. By wyeliminować u siebie ową plagę cywilizacyjną nie próbowałam jeszcze skuteczności rewelacyjnej podobno (!) mikstury, gdzie korzeń imbiru,  ćwierć cytryny,  dwa jabłka i dwie marchwie myje się, z cytryny wyjmuje pestki, potem wszystko blenduje, i pije godzinę przed snem. Podobno potem nie ma problemów z przepływem powietrza, bo imbir zmniejsza ciśnienie w jamie nosowej, a cytryna zmniejsza śluz w nosie. Być może …

Chrapanie mnie śmieszyło aż do dnia, w którym wywołało złość osób „śpiących” w moim pobliżu. Podobno w czasie snu wydaję odgłosy dieslowskiego silnika. Niewinne istoty ludzkie są niewyspane, zmęczone, i poirytowane przez resztę dnia. Są także mniej skupione, mniej wydajne, bo wiedzą o tym, że zwiększam im ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu i nadciśnienia. Będąc osobą niepełnosprawną posiadam ów fakt udokumentowany. Jednak nie posiadam zaświadczenia, że jestem upośledzona, bo chrapię. Gdybym je posiadała, wtedy w hotelach pewnie mogłabym rezerwować oddzielny pokój dla chrapacza za dużo mniejszą kwotę. Niestety nie pociesza mnie także fakt, że co druga osoba na świecie chrapie od czasu do czasu, a co czwarta regularnie chrapie. Nie umniejsza mojego smutku także znajomość mechanizmu chrapania – co z tego, że wiem, że w czasie snu tkanki przełyku rozluźniają się, blokują częściowo przepływ powietrza i zaczynają wibrować gdy powietrze wymusza drogę dla siebie w czym przeszkadzają mu nasada języka, migdałki, języczek podniebienny pomiędzy migdałkami oraz podniebienie miękkie, i powstają wibracje, czyli słychać chrapanie?

Mam aparat do zakładania na zęby przed snem, który ma przeciwdziałać w czasie snu ścieraniu zębów o zęby, a przez wysunięcie do przodu dolnej szczęki, niweluje także odgłosy chrapania, i choć jest skuteczny, to jednak nie dodaje mi uroku.

Przyjaciele odradzili mi ingerencję w postaci zmniejszenia migdałków, ponieważ wibracje koncentrują się głównie w rejonie podniebienia miękkiego, i nie usuną  chrapania. Powiedzieli mi, że metodą chirurgii klasycznej lub laserowo, można wykonać symetryczne nacięcia podniebienia miękkiego i skrócić języczek podniebienny, by poszerzyć kanał oddechowy, jest to jednak zabieg bolesny, po którym rekonwalescencja trwa długo. Twierdzą także, że co trzecia chirurgia klasyczna jest nieskuteczna, a laserowa po upływie określonego czasu traci swoją skuteczność i może nie tylko przywrócić, ale nawet zwiększyć dyskomfort wynikający z chrapania.

Chrapanie czasami udaje się zlikwidować poprzez wszczepienie implantów z włókna poliestrowego w podniebienie przy migdałkach, co zmniejsza wiotkość podniebienia. Niektórzy przypalają tkanki przy użyciu elektrod podłączonych do generatora wytwarzającego mikrofale radiowe. To jednak powoduje ranę, która podczas zabliźniania zmniejsza grubość tkanki i ją utwardza.

Jeszcze inni stosują nową technikę, która działa na zasadzie botoksu wstrzykiwanego do podniebienia miękkiego co je ujędrnia poszerzając drogi oddechowe.

Wszystkie te rozwiązania są jednak nie tylko skomplikowane i dość kosztowne, ale także bolesne i ryzykowne, a badania niestety wykazują ich niską skuteczność.

Istnieje także jeden poważny minus: wszystkie te metody eliminują problem, jednak żadna nie usuwa przyczyny, dlatego chrapanie w każdej chwili może powrócić.

Chrapanie jest spowodowane zwykle przez nadwagę, alkohol, leki, zatkany nos, spanie na plecach, trzymanie głowy zbyt nisko. Nadwagę mam, alkoholu nie nadużywam, leki zażywam od 10 lat, a ponieważ nosa nie mam zatkanego, pozostaje mi spać na siedząco, by moje drogi oddechowe były mniej obciążone, co powinno wyeliminować chrapanie. Niestety niedawno w czasie jazdy autem, gdy siedziałam (!) obok kierowcy – też pochrapywałam  :cry:

Większość chrapaczy śpi na plecach, i czasem (!) gdy ów chrapacz przewróci się na bok, to wtedy przestaje chrapać.

Wpadłam więc na pomysł, jak mogę spełnić swoje największe marzenie i wyautować ze swojego życia owo wstrętne chrapanie. Po prostu na plecach będę umieszczać woreczek z piłeczką do tenisa. Gdy śpiąc przewrócę się na plecy, wtedy piłeczka będzie mnie uwierać zmuszając tym samym do zmiany pozycji… :lol:

Jeśli to również mi nie pomoże, wtedy sięgnę do homeopatii, akupresury, akupunktury, i aromaterapii.

Akupresurę umiem sama stosować, przeto wiem, że powinno się uciskać receptory migdałków i krtani, by rozszerzyły się naczynia krwionośne, i dotarło do nich więcej tlenu. Jest jednak problem, bo komuś potrafię zrobić masaż stóp, lecz sama sobie nie dam rady zrobić. Jeśli znajdę kogoś, kto wykona mi ów masaż poinformuję go, że najpierw musi jednak pouciskać receptory nerek, głowy, żołądka i wątroby, by pobudzić krążenie, i oczyścić organizm z toksyn.

Co do akupunktury – również będę musiała poszukać kogoś, kto igłami potrafi stymulować konkretne punkty na ciele.  Ja tego także nie umiem.

Co do homeopatów dowiedziałam się, że pewien Amerykanin opracował mieszankę zabijającą chrapanie o potrójnym działaniu: ujędrnia tkanki przełyku, zmniejsza alergie, oraz poszerza drogi oddechowe. Nazywa się SnoreStop i zawiera: Nux Vomica 4X i 6X, Belladonna 6X, Ephedra vulgaris 6X, Hydrastis canadensis 6X, Kali bichromicum 6X, Teucrium marum 6X oraz Hystaminum hydrochloricum 12X4. Nie znalazłam na rynku tego specyfiku, lecz zastosowałam dwa inne: „ Desnoran” firmy Aflofarm” z Pabianic„  i „Nie chrap!!!”  firmy „PROLAB” z Nakła. Obydwa okazały się niestety nieskuteczne.

Aromaterapia, która wykorzystuje eukaliptus gałkowy, miętę pieprzową, lawendę, oraz rumianek – także na mnie nie działa, dlatego nadal będę śnić o motorach …ja nie chrapię